Incydentalne nowelizacje psują prawo spółek – Dr Andrzej W. Wiśniewski

Propozycje nowelizacji kodeksu spółek handlowych – zarówno projekt rządowy, jak i poselski – mają kilka kardynalnych wad. Nie tylko rozbijają system, ale co gorsza, zamiast coraz lepiej chronić obrót gospodarczy, stanowią zagrożenie dla otoczenia biznesowego spółek.

Niepokojących wydaje się kilka kwestii. Zwolnienie na przykład spółki cywilnej z obowiązku przekształcenia się w jawną, gdy zacznie prowadzić działalność na dużą skalę, uważam za pomysł szalony. Przede wszystkim dlatego, że zakres umówionej wspólności i zdolności każdego ze wspólników do reprezentowania spółki na zewnątrz jest uzależniony od każdoczesnego kaprysu spółki. Nie jest on nigdzie ujawniany. Nie może być wobec tego skutecznie znany kontrahentowi. Ten zaś może tylko wierzyć albo nie zapewnieniom wspólników. Dlatego spółka cywilna nie powinna mieć wstępu na obszar działalności gospodarczej w większym rozmiarze. A jeśli nowelizacja się uda, to będzie miała.

Nawet perspektywa związana ze zniesieniem wymagania zawierania umowy spółki handlowej przed notariuszem (miałoby to dotyczyć również spółek z ograniczoną odpowiedzialnością) nie ma sensu. Sprawa z pozoru błaha i pomysł, na który być może ktoś wpadł z rozpędu, żeby było taniej dla przedsiębiorców. Niestety ów projektodawca nie ma świadomości wszystkich konsekwencji dla systemu prawa handlowego.

Tymczasem gołym okiem widać przynajmniej dwa zagrożenia. Po pierwsze, cóż z tego, że niby formalniebyłoby prościej, skoro po zawiązaniu spółki w zwykłej formie pisemnej (gdyby Sejm zaakceptował tę propozycję) przewlekałoby się wpisanie jej do rejestru przedsiębiorców? Sądy rejestrowe i tak mają sporo roboty, a miałyby jeszcze więcej. Referendarze musieliby podwójnie wnikliwie sprawdzać również to co do tej pory robią notariusze, którzy odpowiadają za zgodność sporządzonego aktu z prawem. Będą się więc w sądach bronić przed akceptacją postanowień umów dopuszczalnych, lecz odmiennych od standardu zapisanego w k.s.h. Tym bardziej że – prawdę mówiąc – nie tylko laicy wpadają na niedopuszczalne pomysły. Zdarza się to nawet prawnikom. Jeśliby więc zmiana weszła w życie, postępowania rejestrowe trwałyby znacznie dłużej niż teraz, a na rynku pojawiłyby się przez nikogo nie zweryfikowane. a nie tylko nigdzie nie wpisane spółki w organizacji. I nikt im nie mógłby zabronić prowadzenia działalności nawet na ogromną skalę, przez pół roku czy dłużej, do zakończenia postępowania rejestracyjnego. Bez zgłaszania tego gdziekolwiek. Potem, wobec braku wpisu do Krajowego Rejestru Sądowego, mogłyby się nieformalnie zlikwidować. Byłyby więc naprawdę groźne dla otocznia gospodarczego. A jeśli na dodatek skojarzymy to z przepisem, który zabrania podejmowania działalności gospodarczej jednoosobowemu, małemu przedsiębiorcy, to widzimy cały absurd sytuacji. Ten sam ustawodawca, który ma dopuścić na czas trudny do określenia do działania przez nikogo nie sprawdzonych spółek w organizacji, mówi, że nie wolno pozwolić by ktokolwiek choć przez tydzień prowadził niezgłoszoną działalność gospodarczą. Bo to jest śmiertelnie niebezpieczne dla kontrahentów. Bzdura. Tydzień nie odgrywa żadnej roli.

Szkoda, że nikt nie chce pamiętać, że to wszystko już kiedyś w Polsce było dobrze uregulowane. Dziś niestety naszym ligislatorom myli się rejestracja działalności związana z regulacją statutu podmiotu gospodarczego ze zgłoszeniem rozpoczęcia działaności organom administracji, które powinny o tym wiedzieć. A to dwie różne rzeczy. Tymczasem jeszcze przed wojną światową w ciągu tygodnia trzeba było zgłosić podjęcie działalności do rejestru. I nikomu nie przychodziło do głowy, by czynić to przed inauguracją przedsiębiorstwa. Było też osobne zgłoszenie z prawa przemysłowego – proste i krótkie. Jest więc oczywiste, że zamiast wymyślać pozorne ułatwienia, należałoby spowodować, by i spółki handlowe w organizacji zgłaszały podjęcie działalności gospodarczej do rejestru, zupełnie niezależnie od późniejszej konstytutywnej dojrzałej formy spółki kapitałowej.

Dlatego zamiast ciągłych, doraźnych nowelizacji należy podjąć inicjatywę legislacyjną głębokiej, docelowej przebudowy prawa gospodarczego. Trzeba stworzyć model i zrealizować go w pierwszej kolejności w kodeksie cywilnym i w kodeksie spółek handlowych, a potem w prawie rejestrowym. Uważam bowiem, że ustawa o KRS to nieporozumienie legislacyjne. Dla takiego aktu nie ma miejsca w systemie. Przepisy rejestrowe powinny zawierać k.c. i k.s.h., a także ustawy incydentalne które regulują status szczególnychrodzajów podmiotów gospodarczych. Konstrukcja rejestru natomiast i układ wpisów to nie jest materia ustawowa.